TYTUŁ: UTRWALONE  SKRAWKI  ŻYCIA

 

To tytuł kolejnej książki opowiadajacej o losach lekarzy weterynarii oficerach rezerwy z okresu lat ostatniej wojny. Książka jeszcze w maszynopisie. Przystępuję do poszukiwania wydawnictwa.

Nie sztuką jest napisanie nawet najlepszej powieści ale sztuką jest jej wydanie i odpowiedni marketing, by była czytana. 

Na niemal 500 stronach prezentuję "skrawki" życia niemal 300 lekarzy wet. Ponad 220 osadzonych w Oflagach niemieckich. Musiałem sprawdzić około 3 000 kartotek. Opowiadam o prof. Franciszku Kobryńczuku, który za przynależność do organizacji niepodległościowej w szkole średniej - po wojnie - został skazany na 10 lat więzienia...

 

Maszynopis wysłałem do 20 wydawnictw.

  

Można zadać pytanie: dlaczego materiał zostal wysłany aż do 20 wydawnictw, gdy wcześniej - na dobrych warunkach - współpracowałem z jednym wydawnictwem. Otóż, odpowiedź jest prosta. Dotychczasowy wydawca - moim zdaniem- nie angażował się zbytnio w promocję moich książek i jeśli nie ponosi w pełni kosztów wydania danej książki, to tak będzie wyglądało. Pełne koszty zmuszają wydawców do usilnego szukania możliwości sprzedaży produktu...

Otrzymane oferty były podobne do "mojego" wydawnictwa. Jedna oferta była rewelacyjna ale czy taka by się okazała na końcu? Więc obawa o finał skłoniła mnie do powrotu "syna marnotrawnego" na łono "rodziny".... I teraz czekam na wydanie "UTRWALONYCH SKRAWKÓW ŻYCIA".  

Część swoich książek sprzedaję w Księgarni Godi po zaskakująco niskich cenach. Polecam te z autografem autora. Książki można zamawiać: 607096513. Dla przykładu "Życie godne pomnika" - 16,- + przesyłka Poczta Polska 8,-.

Ten starszy pan zastanawia się nad sensem życia? Gdy już zrozumie co nieco zamieści wstępny projekt okładki do swojej ksiązki "Utrwalone skrawki życia"...  

Jestem już po wyborze okładki. Podobna do powyższej sygestii. Chociaż grafik wykorzystał inne zdjęcia. Trwa teraz łamanie i składanie. Mozliwe, ze zgodnie z Umową ksiązk apod koniec sierpnia wyjdzie z drukarni.

Chciałbym napisać kilka słów swoich przemyśleń o aktualnej sytuacji politycznej w Europie. Wykorzystam duże litery: NIE WIELU DZISIAJ ZDAJE SOBIE SPRAWĘ, ŻE EUROPA JEST JUZ W STANIE WOJNY. TRWA III WOJNA ŚWIATOWA. TAK, PANIE I PANOWIE KIERUJĄCY DZISIAJ PAŃSTWAMI ZACHODNIEJ EUROPY ORAZ UNIĄ EUROPEJSKĄ - WOJNA WSCHODU Z ZACHODEM JUŻ TRWA.

Nikt zdecydowanie nie pomoże Ukrainie. Ukraina praktycznie już jest zajęta przez wojska rosyjskie. Istnieje pytanie- które państwo następne. Bardzo by chcieli wejść do Polski ale to tylko kwestia czasu, gdy i w Warszawie pojawia się "zielone ludki"... Tylko z Warszawy do Brukseli to jeszcze daleko... Bliżej niż wielu polityków zachodnich sobie wyobraża.

I nic nie dadzą żadne apele, nawoływania, prośby - Putin spokojnie i systematycznie będzie zajmował poszczególne kraje Europy. Do zobaczenia więc w łagrach i obozach Syberii. Taki los zgotuje nam niestety kolejny raz Zjednoczona Europa i interesy bogaczy tego świata. 

Trwa właśnie ostatnia korekta książki. Przeprowadzona przez p. korektorkę automatyczna zmiana skrótu rok na r. spowodowała wiele "zabawnych" błędów, które wylapać jest stosunkowo trudno. Gdy jest rok wewnątrz wyrazu to wychodzi straszny dziwoląg...

 

Wydawca zapowiada, że na przełomie września/października przeprowadzi promocje moich trzech wydanych u nich książek. Mowa będzie o trylogii... Żona gdy to usłyszała wybuchnęła śmiechem - Masz ci - Henryk Sienkiewicz!

 

SGGW w Warszawie organizuje spotkanie ze mną 21 października 2014 r. Zastanawialiśmy się nad zaproszeniem na ten dzień autora obrazu zamieszczonego na okładce ostatniej mojej książki "Odnalezione głosy. Zadziwiające losy lekarzy zwierząt" Yarka Godfreya mieszkające we Francji.... Próbując nawiązać z nim kontakt dowiedziałem się na Facebook, że Jarek nie żyje. Zmarł 28 marca br. Ostatni list od niego otrzymałem 17 marca - jestem bardzo zajęty, odezwę się....

Możliwe, że na spotkanie przybędzie Pani dr Marta J. Lysik, wnuczka lekarza weterynarii, oficera W. P. , który wojnę spędził w Oflagach i któremu poświęcam rozdział w nowej książce "Utrwalone skrawki życia".  



A tak wygląda okładka książki. Z jej powodu książka została wycofana ze sprzedaży i ponownie okładkowana przez drukarnię. Źle obliczono grubość grzbietu... 


Spotkanie na SGGW. Prof. dr hab. Paweł Sysa, prof. dr hab. Teresa Zaniewska i autor z książką.

CONCERTINA  POLSKIEGO  LOSU  W  BIOGRAFIACH  LEKARZY  ZWIERZĄT  ZAMKNIĘTA

 

            Ukazała się właśnie najnowsza książka Włodzimierza A. Gibasiewicza, znanego nie tylko historykom medycyny weterynaryjnej badacza - podążającego od lat śladami lekarzy weterynarii, ofiar II wojny światowej -  zatytułowana Utrwalone skrawki życia. Skrawek. Mała cząstka odcięta od całości. Ale przecież z tych skrawków można stworzyć nową całość.

             Neapol, Museo Archeologico Nazionale. Przepiękna mozaika (I w. n.e.) Achilles i Chiron. Wykonana ze skrawków kamienia, marmuru, ceramiki. Przyjazny ludziom, mądry centaur Chiron (dziś patron lekarzy weterynarii i ich symbol), opiekuńczym gestem obejmuje Achillesa i udziela mu nauk niezbędnych do  gry na lirze. Włodzimierz Gibasiewicz w swojej książce-mozaice też udziela nam nauk. Lecz to zupełnie inna „muzyka”, której żadna lira nie wypowie.

            Brunatno-brązowa okładka książki, którą ozdobiły archiwalne fotografie nie tknięte przez czas. Na jednej z nich -  Egzamin podkuwaczy: 7 PAC, 7 DAK, 14 PAL. Dostojni wykładowcy, pogodni uczniowie. Powaga munduru. Przed nimi, na stole, dziesiątki podków. Siódemka, podkowa - kulturowe symbole szczęścia… Lecz tuż obok stołu, ćwiczebny szkielet koński. Czy ktoś obecny na tej fotografii pomyślał wówczas, że to także prefiguracja jego losu? Większość bohaterów ostatniej książki Włodzimierza Gibasiewicza to dziś szkielety i duchy. Umarli. Są wśród nich i tacy, którzy umarli trzykrotnie: męczeńską  śmiercią, brakiem nagrobka i zapomnieniem. Są i tacy, którym odmawia się jeszcze  prawa do pamięci (vide rozdział 23, poświęcony Alfredowi Julianowi Jerzykiewiczowi, któremu w 70. rocznicę dokonanego na nim mordu, odmówiono umieszczenia w Myślenicach, na domu, w którym mieszkał w latach 1940-1944, ufundowanej przez syna Tomasza, tablicy pamiątkowej). Bohaterowi odmówiono prawa do pamięci, a młodemu pokoleniu tego miasta prawa do historii, a tym samym do kształtowania tożsamości, niezbędnej do tego, by być silnym. Zrozumieć innych może tylko ten, kto wie kim jest. Trzeba mieć punkt podparcia, aby móc podnieść Ziemię. I trzeba mieć w Kosmosie swoje c e n  t r u m, niezbędne co codziennego bytowania.

            Spod fotografii umieszczonej na okładce wyłania się drut kolczasty. Konsekwentnie ciągnie się jako symbol przez okładki i strony tytułowe kilku ostatnich książek Włodzimierza Gibasiewicza o tematyce historycznej (m.in. Niepowtarzalni. Lekarze weterynarii. Ofiary II wojny światowej (2009), Nieznani niepowtarzalni. Zadziwiające losy lekarzy zwierząt (2010), Lekarze weterynarii. Ofiary II wojny światowej (2011), Życie godne pomnika (2012), Odnalezione głosy. Zadziwiające losy lekarzy zwierząt (2013). Drut kolczasty, znak zniewolenia. Concertina – symbol polskiego losu, przedstawionego w najnowszej książce Włodzimierza Gibasiewicza na przykładzie lekarzy weterynarii. Concertina oznacza w języku angielskim harmonię. Dźwięczną tą nazwą określili Amerykanie we Włoszech zwijany w ogromne spirale drut kolczasty. Rozciągnięty luźno po ziemi stanowił przeszkodę gorszą od zwykłych zasieków, sztywno naciąganych na wbite w ziemię pale. Concertina była czuła, jak żywe drapieżne zwierzę, wężowymi ruchami zwijała się od szarpnięcia i groźnie kąsała nieostrożnych. Mogła porazić nawet sapera, wyposażonego w nożyce do cięcia drutu i mogła unieruchomić nawet wóz opancerzony[1]. Wśród lekarzy weterynarii w czasie II wojny światowej, podobnie, jak i w innych grupach zawodowych, dziejowa concertina zebrała potężne żniwo. Ich śladami podąża dziś wytrwale Włodzimierz Gibasiewicz, kolega z korporacji zawodowej, uwieczniając tragiczne ich dzieje na kartach swych książek, ku przestrodze dla przyszłych pokoleń oraz ku pamięci zamordowanych i bestialsko zamęczonych bohaterów, z których nie jeden dzięki tym książkom odzyskał imię.

            A zatem, Utrwalone skrawki życia to kolejne ogniwo pisarskich dokonań tego Autora. Zapytany na jednym ze spotkań autorskich[2], co powoduje Nim, że po ciężkiej i odpowiedzialnej pracy zawodowej, chwyta za pióro, by ocalić od zapomnienia tragiczne biografie lekarzy zwierząt, że podejmuje trud żmudnych archiwalnych kwerend? Odpowiedział skromnie, że nie wie dlaczego i skąd płynie ta siła sprawcza, będąca motorem podejmowanych na tej płaszczyźnie działań. Włodzimierz Gibasiewicz jest nie tylko skrupulatnym historykiem badaczem. Powyższa odpowiedź świadczy o tym, iż posiada także wrażliwą duszę artysty. I to nie On wybrał pisanie biografii lekarzy weterynarii ofiar II wojny światowej, to Oni wybrali Jego, by opowiedział potomnym Ich losy. Nie mogli wybrać lepiej, czego dowodem jest omawiana tu książka.

            Utrwalone skrawki życia to swoiste epitafium-Bolero[3], naprzemiennie powtarzane dwie linie –  godnego, prawego życia i niezawinionej, męczeńskiej śmierci lekarzy weterynarii w czasie II wojny światowej na różnych jej frontach,  powtarzane wciąż głośniej i głośniej, angażujące przez autora coraz większą liczbę różnego rodzaju dokumentów. Nieustannie narasta dynamika jednego tematu i pytania: dlaczego? Dlatego, że byli szlachetnymi Polakami, zdolnymi poświęcić życie w imię prawdy i wolności? Ich umieranie wyrastało z życia. Prawego życia. Byli do końca tam, gdzie postawił ich los. Wytrwali.

             Jest jednak w tej kompozycji coś, co brzmi dysharmonicznie. To fragmenty niektórych odpowiedzi Tadeusza Zdunkiewicza, udzielanych z pozycji wszechwiedzącego narratora, (a czasem i sędziego) na pytania zadawane przez autora książki w przeprowadzanym wywiadzie. Czytuję (…) - mówi T. Zdunkiewicz - opracowania biograficzne. Ileż to ludzie musieli przeżyć, ile doświadczyć i to tylko w skali naszego kręgu zawodowego. A szerzej ludziska z tego dziwnego narodu polskiego. I wszystko przemija.(s.62) Otóż nie wszystko przemija, odpowiadam ja, niżej podpisana, dumna z przynależności do narodu polskiego, bohaterskiego i pracowitego. Ci, którzy zginęli, nie całkiem umarli (świadczą  o  tym właśnie piękne i wartościowe  książki Włodzimierza Gibasiewicza). Inne próbki tej retoryki zaczerpnięte z wywiadu: Tak na marginesie – to byłem zwolennikiem stanu wojennego – już tego burdelu strajkowego nie mogłem wytrzymać… (s.60) Dowalać każdemu etykietkę komucha, zdrajcy, złego człowieka – tego już się nie da czytać.  ( T. Zdunkiewicz  o pracach Instytutu Pamięci Narodowej – s.21-22). A parę stron dalej, sam hojnie przykleja etykietki. Istotnie, odpowiedzi Tadeusza Zdunkiewicza w prezentowanym wywiadzie, czytać się dłużej nie da, także ze względu na obecne w nim osobiste wątki rodzinne, szczególnie zaś po lekturze pełnego miłości do bliskich i ojczyzny Dziennika znalezionego w mogile – Katyń 1943, napisanego najczystszą polszczyzną przez lekarza weterynarii Juliana Mieczysława Budzyna w Kozielsku od 9 listopada 1939 do 7 kwietnia 1940 roku. Poglądy możemy mieć różne ,ale dyskutujmy o nich językiem literackim i bez emocji. I mówmy o poglądach (ad rem), a nie o tych, którzy je głoszą ( ad personam).  To stara rzymska zasada, wiecznie żywa. W tym kontekście do refleksji skłania rozdział 1, poświęcony Franciszkowi Kobryńczukowi, emerytowanemu profesorowi Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie i znakomitemu poecie. Jako uczeń Wiejskiego Ogólnokształcącego Gimnazjum Samorządowego w Sterdyni, założył wraz z kolegami, organizację niepodległościową, zlikwidowaną w marcu 1950 roku przez Organa Bezpieczeństwa Publicznego. Aresztowani i osądzeni byli młodsi od swoich wyroków. Włodzimierz Gibasiewicz przytacza słowa Franciszka Kobryńczuka: Umierałem w więziennym lazarecie przy ul. Ratuszowej w Warszawie, gdzie dziś stoi obelisk ku czci rozstrzelanych tam kobiet i mężczyzn. Na żelaznych drzwiach od strony celi, jakiś więzień wyrył łaciński napis: „O, quam dulce et decori est pro patria mori! O, jak słodko i ozdobnie jest umierać za ojczyznę.(…) Jawa ostatnich dni młodego życia mieszała się z tłumem ludzi żyjących i zmarłych. (s.25) Dziś po lekturze książki Włodzimierza Gibasiewicza Odnalezione głosy. Zadziwiające losy lekarzy zwierząt, Franciszek Kobryńczuk skierował list do jej autora, załączając wiersz zaczynający się od słów:

Podziwiam Cię, mój Jezu Chryste

W Twojej miłości do oprawców.

Dałeś im niebo wiekuiste.

Stałeś się nawet dla nich Zbawcą.

            Utrwalone skrawki życia to książka-mozaika, ułożona z bogatego, lecz niejednorodnego materiału i przez to ciekawa dla czytelnika. Wykorzystał tu autor mozolnie zdobytą archiwalną bazę źródłową, którą stanowią dokumenty pozyskane m.in. z Centralnego Archiwum Wojskowego w Rembertowie, z Głównej i Okręgowych Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, z Archiwów Państwowych, z Ośrodka KARTA, z Instytutu gen. W. Sikorskiego w Londynie. Wzbogaciły je listy rodzin po lekturze poprzednich książek Włodzimierza Gibasiewicza, liczne maile, telefony i bezpośrednie rozmowy. Dzięki temu udało się zgromadzić także pokaźny materiał fotograficzny, co wydatnie podnosi wartość tej jakże ważnej książki. Posiada ona znaczenie naukowe, duże walory poznawcze i jest ważna nie tylko dla historyków medycyny weterynaryjnej. Biografie lekarzy weterynarii w czasie II wojny światowej, to przecież także historia Polski w szerszym kontekście. Książka ta opowiada tym samym o całym pokoleniu, szlachetnym i prawym, solidnie wykształconym, ( m.in. znającym języki obce!), wychowanym już w wolnej Polsce w poszanowaniu wolności, prawdy, miłości ojczyzny, bezinteresownej społecznej służby, o pokoleniu ludzi , dla których wielką wartością było poczucie honoru. W liście do autora omawianej tu książki pisze Danuta Turska-Szyłkiewicz, wdowa po Mieczysławie Szyłkiewiczu, uczestniku bitwy o  Monte Cassino: Jestem Panu bardzo wdzięczna i naprawdę wzruszona. Mój Mąż był człowiekiem wyjątkowym, jak wyjątkowe było to tragiczne pokolenie. Służbę Ojczyźnie rozumiało jako rzecz zwykłą i normalną. Zasady etyczne reprezentowane przez to pokolenie mogą być i są wzorem do naśladowania da młodego pokolenia Polaków, w tym dla młodego pokolenia lekarzy weterynarii. (s.21)

            Książka ta, jak i kilka poprzednich tego autora, ważna jest również dla rodzin portretowanych tu lekarzy weterynarii. Odnajdują ślady swoich bliskich, ocalają dla rodzinnej pamięci, chcą podążać ich śladami. Jakże wzruszający jest rozdział 29 Z dziennika wnuczki, poświęcony Romualdowi Konikowskiemu. Jego wnuczka,  Marta J. Łysik, w rozmowie z Włodzimierzem Gibasiewiczem mówi: Któregoś razu zrozumiałam, że te poszukiwania (dziadka – dop. T.Z.) to nie dodatek do mojego życia, tylko jego bardzo ważna część. Szukam dziadka, ale szukam też własnej historii, własnego miejsca, wartości na całe życie. (s.191)Jest to wypowiedź znacząca i bardziej uniwersalna. W epoce braku autorytetów i odbierania tożsamości przez kolejne „reformy szkolnictwa” ( m.in. wyrzucanie lektur związanych z historią Polski, ograniczanie godzin na ten przedmiot, Mickiewicz i Sienkiewicz we fragmentach), odbierania narodowych symboli (wynaturzony orzeł, namazana czerwona sprężynka jako znak towarowy Polski oraz inne fanaberie skrajnych euroentuzjastów), powodują zwrot młodych ludzi ku poszukiwaniom korzeni i autorytetów, w tym także narodowych bohaterów historycznych. „Żołnierze wyklęci” trafiają do serc wielu młodych ludzi w edukacji i pieśni. Powstają grupy rekonstrukcyjne dotyczące różnych epok historycznych, głównie zaś dwudziestolecia międzywojennego i II wojny światowej.

            Piękny, poetycki i pełen metafor list do autora Utrwalonych skrawków życiaskierował, nieżyjący już dziś wspaniały artysta-malarz, Yarek Godfrey, wnuk lekarza weterynarii, Władysława Godfreyowa, bohatera poprzedniej książki Włodzimierza Gibasiewicza, w którym pisze o tym, jak ważne okazały się prace tego autora dla wychowania syna artysty, kilkunastoletniego Maxymiliana. Dzięki nim zrozumiał, że jest świadomym ogniwem w rodzinnym łańcuchu pokoleń.

            Omawiana praca jest po części kontynuacją wcześniej podejmowanych przez autora wątków i losów przywoływanych postaci, uzupełnionych o nowe fakty (m.in. biografie Stanisława Wilhelma Kolanusa, generała Józefa Starkowskiego, pierwszego lekarza weterynarii polskich ogrodów zoologicznych, Romualda Konikowskiego). Ale pojawia się też na kartach tej książki wiele biogramów nowych postaci (m.in. Jan Wajda, Janusz Majewski, Józef Nowak, Julian Mieczysław Budzyn i inni). Czasem są to zaledwie jakieś okruchy, drobne fakty czy reminiscencje, ale i one mogą okazać się cenne i w przyszłości wydać owoce. Ponadto książka zawiera bardzo obszerny rozdział dotyczący niemieckich obozów jenieckich, do napisania którego autor  przejrzał ponad trzy tysiące kartotek ( I tak np. Koło Lekarzy Weterynarii w Oflagu II C Woldenberg liczyło 70 osób). Pojawiają się na kartach tej jakże interesującej książki nowe nazwiska lekarzy weterynarii (z dyplomem lekarza medycyny) pochodzenia żydowskiego, zamordowani w Warszawie (Majer Goldinberg i Abraham Rakower).  Nie mniej interesująco przedstawia się opowieść o lekarzu zwierząt  wyznania ewangelickiego, gdzie w „historii jednego życia” zamyka się cała historia dwudziestowiecznych walk o niepodległość. W kilku biografiach wiele zagadek pozostaje do rozwikłania (Janusz Majewski, Józef Nowak[4], Jan Wajda)), czasem sprostowania ( źródła,  na których oparł się autor, mylnie podają miejsce pochówku Tadeusza Pawła Sołgi urodzonego 25 stycznia 1895 roku w Krakowie – zm. 1 lutego 1946 roku, który jest pochowany na Polskim Cmentarzu Wojennym w Casamassima (grób nr 102), a nie w Bari[5]), w niektórych już istnieje autorska zapowiedź dalszego ciągu (Stanisław Wilhelm Kolanus).

            Utrwalone skrawki życia opatrzył autor mottem, które jest fragmentem Pieśni Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego, w jakim poeta zamknął myśl o chęci ocalenia własnego śladu na przebytej drodze. Włodzimierz Gibasiewicz, ocalając pamięć tylu korporacyjnych kolegów, w licznych publikacjach książkowych i prasowych, zapewnił także sobie ważne miejsce tak w historii medycyny weterynaryjnej, jak również w sercach dziesiątek rodzin bohaterów swych książek. Mają one osobliwą wartość. O wojennych losach lekarzy zwierząt opowiada jeden z nich, opowiada z poczuciem dumy, że dane mu jest być  jednym z nich. Jest kontynuatorem najlepszego zawodowego ethosu i pokoleniowej solidarności. Pozostaje świadomy wartości tych najlepszych tradycji. I to daje mu upoważnienie do napisania takich oto słów: Nie chcę, by podobni do mnie, stawiali pisemne pomniki kolegom poległym w walce o niepodległość w przyszłości. Marzeniem moim jest, by powstawały zwykłe biografie szczęśliwych ludzi naszej profesji. I bardzo chciałbym, byśmy potrafili wszyscy, jak jeden, dbać o siebie nawzajem, by nikt nie był głodny, aby każdy miał szczęśliwy dach nad głową i nie musiał się martwić o ciepło zimą.

By hasło „zero tolerancji” dotyczyło całej obudowy związanej z naszym zżyciem i naszą pracą. A zero tolerancji dla nienawiści, zawiści i wrogości w obrębie jednej, jakże małej społeczności weterynaryjnej. Społeczności życzliwej sobie.

Bądźmy z sobą, a nie przeciw sobie.  (s.336)

            Książka Włodzimierza Gibasiewicza  Utrwalone skrawki życia jest czymś więcej niż opowieścią o wojennych, tragicznych losach lekarzy weterynarii. Wiele w niej refleksji ukrytej między wierszami. I jak zawsze ta cudowna i zapewne nie tylko przeze mnie oczekiwana nuta metafizyki. W jednym z pytań zadawanych Marcie J. Łysik, wnuczce lekarza weterynarii Romualda Konikowskiego, autor wyznaje: Często łapię się na tym, że rozmawiam z rodzicami, których już nie ma, oczekując wsparcia, może nawet rady. Bardzo często brakuje nam bliskich…(s.192) To głęboko ludzkie wyznanie, przyczynek do serdecznego portretu samego Autora, który przez całą książkę konsekwentnie ukrywa się za cieniami swych szlachetnych  bohaterów. Nie zawsze przecież muszą spełniać się oczekiwania Cypriana Kamila Norwida: Niech zginie autor, a żyje dzieło. Niech Autor żyje wraz z nim! To powyższe skromne wyznanie niesie głęboką prawdę psychologiczną. Wielokrotnie zdarza się tak (pisał o tym pisarz czeski Bohumil   Hrabal), że nasi zmarli bardziej są obecni w naszym życiu po śmierci, stanowiąc wciąż żywy punkt odniesienia dla naszych poczynań oraz swoistą  ich normę, wartość i kryterium. To o nich napisała Maria Konopnicka, co stało się epitafium na jej własnym grobie na Cmentarzu Łyczakowskim we Lwowie:

Proście wy Boga o takie mogiły,

Które łez nie chcą, ni skarg, ni żałości,

Lecz dają sercu moc czynu, zdrój siły

Na dzień przyszłości.

            Tę ważną i potrzebną książkę wydała, podobnie jak poprzednie, Warszawska Firma Wydawnicza. Niestety, ty razem technicznie i korektorsko trochę mniej starannie. Ale pastwić się nie będę. Na szczegóły spuszczę zasłonę milczenia, lecz zdecydowanie – wraz z Autorem  i Czytelnikami – skruchy i poprawy oczekuję.

Teresa Zaniewska

 

Włodzimierz A. Gibasiewicz, Utrwalone skrawki życia, Warszawska Firma Wydawnicza S.C., Warszawa 2014, ss. 357.

 

 



[1] Olgierd Terlecki, Concertina, Krajowa Agencja Wydawnicza, Kraków 1983, s. 170.

[2] Spotkanie z Włodzimierzem Gibasiewiczem  w cyklu Bliscy, znani i… nieznani, zorganizowane 21 października 2014 roku w Szkole Głównej Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie przez Katedrę Edukacji i Kultury Wydziału Nauk Społecznych, Wydział Medycyny Weterynaryjnej, Północno-Wschodnią Izbę Lekarsko-Weterynaryjną i Warszawską Firmę Wydawniczą (wydawcę kilku ostatnich i najnowszej, omawianej tu książki Włodzimierza Gibasiewicza).

[3] Skojarzenie ze znaną kompozycją muzyczną Maurice’a Ravela Bolero.

[4] Do osób o personaliach Józef Nowak, branych pod uwagę przez autora, można dodać jeszcze jedną postać, Józefa Nowaka urodzonego w roku 1919 z 3 baonu strz., ucznia Szkoły Karpackiej; zob. Mieczysław Kuczyński, Szkoła Karpacka 1943-1948, Londyn 1992, s. 243. Nie jest z pewnością lekarzem weterynarii, o którym traktuje rozdział w omawianej książce, opatrzony fotografią, która przedstawia znacznie starszego mężczyznę. A tak a propos: Józefów w 3 Dywizji Strzelców Karpackich było wielu…! W roku 2005 wraz z byłymi żołnierzami tej formacji, Wojciechem Narębskim z Krakowa (emerytowany profesor geologii) i nieżyjącym już dziś Mieczysławem Rasiejem z Turynu, brałam udział w spotkaniu z uczniami włoskiej szkoły podstawowej w Alessano (na końcu włoskiego buta), do której w 1945 roku uczęszczał Wojciech Narębski. Uczniowie zadawali polskim gościom pytania. Jeden z nich zapytał: -  Czy może  jest wśród was Józef? Moja babcia opowiadała, że w czasie wojny mieszkał w jej domu taki Polak, który przynosił papierosy i czekoladę!

[5] Zob. Przewodnik po Polskich Cmentarzach Wojennych we Włoszech. Monte Cassino, Loreto, Bolonia, Casamassima, oprac. O. Adam Studziński OP, Oficyna Wydawnicza FULMEN, Warszawa 1994, s. 180.